fbpx

W dzisiejszym wydaniu – Andrzejkowe wróżby, „Darowe” rozrywki, RejaGym i syzyfowe prace

?>

Nasze statkowe dni nie są tak różnorodne jak desery podawane do kolacji, ale coś zawsze się dzieje. Ostatnim większym wydarzeniem były Andrzejki, co prawda w innym terminie niż Wasze, ale nie mniej interesujące. Na starcie czekała na nas jedna wróżba – zadanie do obiadu (coś w stylu zaproś oficera na spacer po statku, albo osobę z kubryka obok na herbatkę), do kolacji znalazła się kolejna wróżba na batonie, mniej lub bardziej pozytywna. To był dopiero taki lekki wstęp przed tym co miało dziać się później. Wieczorową porą na korytarzu między kubrykami miejsce miało ustawianie butów, przebijanie serduszek z wypisanymi imionami męskimi i żeńskimi, wróżenie z kart oraz hit dnia – babka wróżbitka. Tylko babka prawdę ci powie i co by nie było miała naprawdę niezłe wzięcie, a z jej usług skorzystał nawet bosman i nasza pani oficer. Za „co łaska” wróżyła z dłoni, nie tylko przyszłość, ale również podawała numery totka czy menu na jutrzejszy obiad. Niestety nie udzielono zgody na dyskotekę pod grotem, więc nasza wachta nadrobiła andrzejkową potańcówkę przy segregowaniu śmieci.

To już nasz 19 dzień na oceanie, a że do portu jeszcze trochę nam zostało i rytm dnia w systemie wachta, jedzenie, spanie, jedzenie, wachta, jedzenie, spanie może się trochę znudzić to trzeba sobie jakoś z tym radzić. Najpopularniejszą rozrywką jest oglądanie filmów, większość robi to w swoich kubrykach, mesie czy na korytarzu, ale komendant poszedł o krok dalej. Kiedy pogoda na to pozwala pod gołym niebem odbywają się seanse na rufie statku, gdzie nadbudówka robi za ekran kinowy. Podobno było fajnie, nie wiemy, bo obydwoje zaspaliśmy na seans (był o 18:30), ale z relacji kinomaniaków podobno było całkiem sympatycznie. Do tego dochodzą gry w karty (jest nawet kółko brydżowe) oraz gry planszowe. Ostatnio rozpoczął się także turniej w Fife. Codziennie obywają się także msze święte, które również w zależności od pogody odbywają się na rufie statku albo na korytarzu między kubrykami. Codziennie też mówimy sobie, że dzisiaj to już na pewno na msze pójdziemy, no ale różnie to bywa na tym statku… Od wczoraj ruszyły także słuchowiska adwentowe, ktoś wspominał też o roratach, ale to uuhh bardzo ambitny plan, możemy nie podołać.

 

Było coś dla ducha, a teraz warto wspomnieć o czymś dla ciała. Na naszym statku działa niedawno otwarta siłownia – RejaGym. Otwarta 24h na dobę, darmowa, z profesjonalnymi instruktorami i z gwarancją niesamowitych wrażeń oraz rezultatów, a wszystko przy doskonale dobranej oprawie muzycznej. Każdy znajdzie coś odpowiedniego dla siebie. Jest sekcja statek-workout’u, w którego skład wchodzą pompki, podciąganie na drążku, ćwiczenia z jednym hantlem, skoki na skakance i w sumie co tam kto sobie wymyśli. Dla nieco mniej zaawansowanych zawodników znajdzie się miejsce w grupie fitness (tam rządzą laski), gdzie pod czujnym okiem instruktorów można zbudować jędrne pośladki czy wyrzeźbić brzuch w sam raz na wpłynięcie do San Francisco. Wyzwanie dwutygodniowe rozpoczęte i myślimy, że Ewa Chodakowska byłaby dumna z młodego pokolenia fajterek i fajterów. Z dnia na dzień nasza siłownia jest coraz bardziej popularna i rośniemy w siłę. Do wspólnych ćwiczeń dołączył także nasz duchowny co by nie tylko duszę mieć piękną, ale także sylwetkę.

No a po ćwiczeniach pić, jeść i spać (prawie jak Tamagotchi), żeby następnego dnia móc wykonać całą masę syzyfowych i w większości nikomu nie potrzebnych prac. Na wpłynięcie do Stanów Zjednoczonych statek ma błyszczeć i pachnieć, więc od samego rana lecimy z papierem ściernym, żeby wyszlifować wszystkie drewniane poręcze. Z metrowym odstępem każdy dzielnie dzierży papier, poci się i trudzi, aby zedrzeć starą warstwę lakieru z lepszym lub gorszym skutkiem i tak przez całe cztery godziny. No, a kiedy już wszyscy odłożą swój sprzęt na miejsce wjeżdża cieśla ze swoją szlifierką i całą robotę odwala w pięć minut, także tego. Praca dla pracy i praca dla zasady to motto bosmanów. Nie narzekamy, bo wiadomo, że praca uszlachetnia nieważne jak bez sensowna by była. Zarządzanie pracą tylu ludzi nie jest łatwym zadaniem bosmanów, dlatego gdy dostanie się od nich zadanie do wykonania tak ma być skończone po czterech godzinach nieważne, że w rzeczywistości jest na 20 minut. Obydwoje się już o tym przekonaliśmy, przyjęcie taktyki jeden ruch pędzla czy uderzenie młotka i 5 minut przerwy to sens tej roboty, do tego kilka przerw na toaletę, przerwa na kawę i sam nie wiesz, kiedy ten czas zleciał.

A jeszcze tak na koniec wielka atrakcja – widzieliśmy dzisiaj inny statek, to pierwszy jaki się pojawił obok nas od około dwóch tygodni. Zawsze to coś innego niż tylko woda i woda.

Do najbliższego portu pozostało 16 dni.

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS

%d bloggers like this: