fbpx

Nie ma co, dajcie ląd

?>
Tekst pisany 14.12.2018

Miesiąc temu ruszyliśmy z domu w naszą podróż, dla nas równo miesiąc, ponieważ nie można zapomnieć o linii zmiany daty. Zdarzało nam się na dłużej wyjeżdżać jednak tym razem refleksje przychodzą całkiem inne. Przede wszystkim jest to okres przedświąteczny, gdzie normalnie na lądzie odliczalibyśmy dni do świąt, kupowali prezenty, robili świąteczne porządki, a u nas raczej nikomu święta w głowie. Co prawda cały statek jest ozdobiony w powycinane płatki śniegu, bałwanki, renifery i inne świąteczne stworzenia, odbyło się nawet losowanie prezentów świątecznych wśród wacht, a porządki robione są codziennie to nikt tu nie myśli o Bożym Narodzeniu. Jedyne odliczane dni to dni do lądu, a studenci to już w ogóle odliczają dni do powrotu do domu, a jeszcze trochę ich mają (wracają dopiero pod koniec stycznia). A poza tym to pogoda mało świąteczna, słoneczko świeci, wiaterek wieje, czasami deszcz pada, ale śniegu to tu nie było żadnego.

Po takim długim czasie non stop na wodzie na ponad 100 metrach długości i 14 metrach szerokości da się zauważyć wyraźne tarcia wśród załogi. Bosman mówił, żeby się nie kłócić i konflikty wyrzucić za burtę, ale jak sam na nas krzyczy to ma się wrażenie, że sam wszystkich by nas za tą burtę wyrzucił. Jest ciężko. Chyba mamy siebie dość. Nie ma gdzie uciec przed wszystkimi i jak szybko nie dopłyniemy to nikt nie przeżyje. Brakuje takich typowych, normalnych rzeczy, których na co dzień nawet nie zauważamy, bo zawsze są, a mianowicie: ser – to jest towar deficytowy i jest o niego straszna walka oraz ogólnie pełnej lodówki i wyboru jedzenia (mamy dostęp tylko do tej pustej), dobrej kawy z ekspresu, a już najbardziej to naleśników i pizzy (są to najczęściej wymieniane dania, gdy tylko rozpoczyna się temat jedzenia).

No dobra do lądu już blisko, niby tylko 4 dni, ale na stały ląd jest takie ciśnienie, że gdyby się dało to wpław byśmy już dopłynęli. Pomimo drobnych konfliktów i różnicy zdań nie ma jeszcze ofiar wśród załogi, więc nie jest tak źle. Mimo wszystko, każdy stara się zachować pozory normalności, są rocznicowe kolacje w mesie studenckiej, a nawet wpadły oświadczyny. Turniej w Fifę przechodzi już kolejną edycję.

 

Na statku ostatnimi czasy dumnie działa salon fryzjerski, póki co tylko męski, ale z biegiem czasu nie wiadomo czy nie pójdzie to dalej. W sumie fryzjerów jest dwóch jeden obcina dobrze, dostać się do niego nie łatwo i nigdy za darmo, a drugi jakby to powiedzieć… kreatywnie, prosto i szybko (Kondziu będąc nad to niecierpliwy wybrał tego drugiego, na szczęście włosy szybko odrastają).

Pomimo nieporozumień wachta zawsze trzyma się razem, a nasza to już w ogóle. Dawno zniknęły podziały na „konkursy” i „studenty” i działamy razem. Razem też zgarniamy nagany – ostatnio podczas zbiórki śpiewaliśmy niezbyt grzeczną piosenkę o innych wachtach co wyraźnie nie spodobało się ich oficerowi i dał wszystkim, którzy śpiewali po dwiegodziny karnej pracy. Nie dość, że na pytanie kto nie śpiewał jednomyślnie nikt się nie odezwał to jeszcze odpowiedzieliśmy kolejną piosenką „Dwie godziny to za mało, żeby trzecią zabolało” no więc dostaliśmy kolejne dwie godziny. Było warto.

Ląd coraz bliżej, więc i coraz więcej mamy pracy. Malowanie całego statku na pokładzie to już chleb powszedni, ale malowanie za burtą siedząc na mało pewnej desce i oddanie się w ręce bosmana, który tajemnymi węzłami cały ten sprzęt i malarzy wiąże to już był trochę wyczyn. Jest adrenalina, jest zabawa – nam się to akurat mega podoba. Do tego ostatnio dochodzi polerowanie mosiądzy, a że jest ich mnóstwo to zajmuje to tyle samo czasu. Odbyło się także wielkie mycie pokładu, zajęło nam to prawie cały czas wachty (4 godziny), a substancją myjącą był kociołek Panoramiksa autorskiego projektu starszego bosmana. W skład tajemnej mikstury wchodziło mydło malarskie (zważone), mydło szare, mydło do rąk w płynie, kwas szczawiowy, sód, proszek do prania (do koloru), szczypta soli i pieprzu. Przez pierwszą godzinę każdy dobrze się bawił, później było już tylko gorzej. Finalnie nasz bosman i tak powiedział, że wszystko jest zrobione źle, więc norma.

Pokazały się także delfiny, już teraz towarzyszą nam prawie codziennie i zawsze wywołują wielkie poruszenie wśród załogi.

Nie ma co, dajcie ląd.

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS

%d bloggers like this: