fbpx

Kraj kwitnącej wiśni w 5 minut

?>

O tym jak zwiedzać nie mając na to czasu możemy już trochę opowiedzieć. To, że organizacja tego wydarzenia jakim jest Rejs Niepodległości hucznie nagłaśniany w tv i innych mediach jest bardzo słaba również możemy wspomnieć. A co, gdy połączymy obie te rzeczy – wyjdzie nam ekspresowe zwiedzanie Tokio w 8 godzin. Zanim dotarliśmy do punktu docelowego jakim była Osaka czekała nas 10 godzinna przesiadka w Tokio. Nie można było zmarnować takiej okazji więc szybki pociąg i w drogę. Nie wiedząc za bardzo, gdzie jechać wysiedliśmy na stacji Shibuya a tam przy dworcu spotkała nas pierwsza niespodzianka. Pomnik psa Hachiko, który stał się bohaterem filmu stał dumnie przy dworcu, na którym miał w zwyczaju czekać na swego właściciela, a przy nim około 50 metrowa kolejka czekających na zdjęcie ze słynnym czworonogiem.

Dalej było już tylko lepiej. Jak typowi farciarze trafiliśmy na dwóch przyjaznych studentów z Japonii, którzy w ramach zajęć mieli oprowadzić turystę. Nie trzeba było nas wcale namawiać                  i ruszyliśmy zobaczyć najciekawsze miejsca w okolicy. Najpierw był park pełen różnorodnych drzew jak i ludzi w nim przebywających. Jeden grał na trąbce, a jego zawodzenie roznosiło się po całej okolicy, dalej ktoś inny uczył się stepować albo ćwiczył jogę. Nie zabrakło też japońskich meneli, którzy z dobrze przygotowanym ekwipunkiem spali gdzieś po ławkach w cieniu drzewa. Ciekawy naród. Następnie trafiliśmy do Meiji Jingu Shrine gdzie odbywały się tradycyjne ceremonie związane z trzecimi, piątymi lub siódmymi urodzinami. Kiedyś, kiedy w Japonii nie była aż tak dobrze rozwinięta medycyna, w tym wieku dzieci najczęściej umierały. Kiedy młody człowiek przeżył kolejny rok to oznaczało coraz większą szansę, że będzie zdrowe i spokojnie dożyje sędziwych lat. Tradycja przetrwała i nadal trzecie, piąte i siódme urodziny dziecka są w Japonii czymś bardzo ważnym.  Wszędzie mnóstwo było całych rodzin ubranych w tradycyjne japońskie kimona, ale największy zachwyt wzbudzały małe dzieci w takich strojach, nie tylko wśród turystów zza granicy, ale także ze swojego kraju. Ostatnim punktem wycieczki prowadzonej przez naszych przewodników była najruchliwsza ulica tej dzielnicy Tokio. Na pierwszy rzut oka przypominała nam sopocki monciak, nie dość, że pełno na niej ludzi to do tego równie dużo sklepowych naganiaczy. Pełna kiczu, ale za razem mega ciekawa i kolorowa. To był ostatni punkt naszej wycieczki prowadzonej przez naszych przewodników i dalej ruszyliśmy sami. Obowiązkowym punktem wycieczki było zjedzenie „prawdziwego” sushi w sercu Japonii. W czasie jego poszukiwania trafiliśmy na pałac cesarza. Choć wszystko było zamknięte wielką metalową bramą, którą pilnowało kilku strażników to mogliśmy podziwiać z daleka sam budynek położony na wzgórzu. No dobra, ale gdzie to sushi? Ostatnią godzinę naszego wolnego czasu przeznaczyliśmy na poszukiwanie tego tradycyjnego dania i polegliśmy. Lokalsi odsyłali nas od punktu do punktu twierdząc, że „tam” pewnie będzie a na miejscu okazywało się, że albo jest zamknięte albo takiego lokalu już nie ma. Wszędzie żarcie typu McDonald’s albo typowy chińczyk. Wróciliśmy na lotnisko głodni i zawiedzeni.

A oto kilka ciekawostek z krótkiego pobytu w kraju kwitnącej wiśni:

  • Ruch lewostronny, szybko się nauczyliśmy, jak chodzić wpadając raz po raz na kogoś, na schodach
  • Wszyscy są strasznie życzliwi, ale aż tak że zaprowadzą za rączkę jak się czegoś nie wie. Bardzo nam to pomogło w poruszaniu się po mieście
  • To, że Japończycy są bardzo ułożeni i zorganizowani zawsze gdzieś się słyszało, ale że aż tak… ludzie ustawieni w kolejki i cierpliwie czekający na swoją kolej dosłownie wszędzie, czy to do pociągu, czy do zdjęcia z pomnikiem psa.
  • Ludzie noszą na twarzach maski. Powodów, dlaczego to robią jest wiele, część nie zdążyła zrobić makijażu, inni mają alergie lub boją się zanieczyszczeń, ale co niektórzy… dla samej mody

 

LEAVE A COMMENT

RELATED POSTS

%d bloggers like this: